Oto moja walka.Szatan powoduje opętania,nałogi,grzechy.On ubezwłasnowolnia,ingeruje w wolność człowieka.Bóg tego nie robi.Po mojej odwykówce nie mogłem zrozumieć dlaczego mi się nie powiodło.Jak działa Bóg?On nie ingeruje w naszą wolność,On uświęca,pozwala nam przezwyciężyć grzech,On wzmacnia naszą wolę i naszą wiarę i wszystko przebiega naturalnie.Wymaga to od nas czasu i cierpliwości.Bóg miłości nie zabiera nam tego co nam ofiarował a ponadto obdarza darami ku jeszcze większej doskonałości w Nim.Kiedyś uważałem że w moim przypadku nic nie jest możliwe.Piłem do ośmiu kaw dziennie,czasem popijałem piwko i codziennie dwie paczki papierosów szły z dymem.Ktoś powie że nie było jeszcze tak źle.Było bo nie jestem zdrowym młodym człowiekiem,tylko schorowanym pięćdziesięcioszescio latkiem.
Dodatkowo pokochałem Słowo Boże i nie czułem się najlepiej z moim nałogiem i nie czuję się dobrze dziś.Dziś wiem że nie przyszło to do mojego życia nagle.Pomalutku małymi kroczkami szatan zdobywał nowe sfery mojego życia.Walka toczyła się nie na zewnątrz mnie lecz w moim sercu bo ważne było wtedu komu tak naprawde ufałem i wierzyłem.
Pewnego dnia mój brat w Chrystusie którego przez pewien czas nie widywałem przyniósł mi książkę "Proroctwa Trzeciego Tysiąclecia".Ta lektura skierowała mnie do Pisma i tak powoli zacząłem wracać do Pana Jezusa.Dziś z wielu uzależnień pozostały papierosy,choć palę mniej.
Modlę się codziennie i wierzę że mimo słabej psychiki Pan wzmacnia moją wiarę i prowadzi do nadzieji której ja sam nigdy bym nie odnalazł.Jak będzie? Wierzę że Pan uwolni mnie od nałogu
bo jest Bogiem Wszechmogącym.Nie jestem pierwszy i nie jestem ostatni który oberwał od szatana,ale mam kogoś kto nie boji się tego okrótnika i z Nim napewno wygram walkę o życie doczesne i wieczne.
Tomku, nałogi są moim zdaniem czymś pomiędzy grzechem a chorobą. Lekarze potrafią wyleczyć ciało i może na jakiś czas uspokoić emocje i umysł, ale nie potrafią wyleczyć ducha. Warto zadać sobie pytanie: co mi osobiście daje ten nałóg? Skąd on się wziął? Jak się zaczął? Będę się modlić za Ciebie. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń na zawszeDziękuję Alu,rzeczywiście tak jak piszesz warto zadać sobie te pytania.Różne powody są wpadania w nałóg.Nie jest to głupota jak niektórzy sądzą.Ja za głupotę uważam specjalne bez żadnych powodów sięganie po używkę.Tak młodzi jak i starsi mogą mieć pewne problemy i wtedy nie ma złotego środka na profilaktykę.
OdpowiedzUsuń na zawszeJa Alu uważam ze jedynym dobrym sposobem jest Pan Jezus i wiara.To pomaga przed wpadnięciem w nałóg i pomaga wyjść z nałogu.
Zawsze zazdrościłem młodym ludziom wychowywanym w domach chrześcijańskich bo to zmniejsza ryzyko nałogu.Zależy to jednak od kościoła i rodziców i samego dziecka.
To jest zmniejszenie ryzyka bo nigdy nie wiadomo jak będzie.
Dobry jest Bóg i wspaniały że każdy nałogowiec może mieć tę nadzieję,w Panu.Trudno mi się pisze o tym Alu,jak pewnie zauważyłaś ale piszę jak wierzę i czuję.U nas w wyznaniu wiary składa się przyrzeczenie o nie używaniu i nie rozpowszechnianiu używek.
Czasem czuję się jak czarna owca w kosciele Pana Boga.Pozdrawiam Alu:))
Tomku, ale przecież Pan Jezus Cię kocha bez względu na to kim jesteś... Kościół jest jeden, chociaż tak wiele wyznań. A może warto porozmawiać z lekarzem o rzuceniu? Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń na zawszeAlu,mam już numer telefonu do poradni antynikotynowej.Moje doświadczenia z lekarzami to raczej porażka bo była mowa o silnej woli.
OdpowiedzUsuń na zawszeMój dobry kolega ze szkoły opowiadał mi jak walczył z nałogiem palenia.Było ciężko ale miał wsparcie u bliskich i udało się mu.Ja narazie u bliskich spotykam się z totalną krytyką która jeszcze bardziej napędza mnie do palenia.
Obiecuje sobie że zadzwonie Alu bo to całkiem zmieniłoby moje życie.
Jestem świadomy Alu że Bóg mnie akceptuje ale nie akceptuje mojego grzechu.
Dziękuję za modlitwę Alu...bardzo jest mi potrzebna.Pozdrawiam serdecznie:))
Tomku, silna wola to nie wszystko rzecz jasna. Ale jeśli trafi Ci się dobry lekarz - to masz przy tym coś więcej. Pan Bóg będzie działał. Wierzę w to, bo już nie z takich nałogów wyciągał ludzi :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń na zawszePrzyznam się Alu że świadectwa o rzuceniu palenia i picia były dla mnie abstrakcją.Do 1994 roku nie miałem tych nałogów.Potem trochę piłem ale jakoś mi nie smakowało.Natomiast papierosy od razu mnie uzależniły.U nas w domu palił mój Tata,za kołnierz też nie wylewał.
OdpowiedzUsuń na zawszeWierzę że Pan Bóg może wszystko i z nim wszystko mogą Jego dzieci.Przyjęło się że Pan Bóg powinien od zaraz uwolnić od grzechu po pierwszej modlitwie o to,a jak nie to wiadomo...wina wierzącego.Czasem katuje się niszczęśników słowami "Masz małą wiarę" "Bóg cię opuścił" "Źle się modlisz" i podobne temu zdania i opinie.Ja nazywam to że czasem trzeba długo się modlić i walczyć z nałogiem tzw. programem wychowawczym Pana Boga.
Gdyby nie było problemu z rzucaniem(w Panu) to ktoś mógłby sobie ten dar zlekceważyć,i pomyśleć że nie ma problemu i wracać do tego grzechu.
Alu,to jest taka moja opinia że nie wolno nigdy lekceważyć ani grzechu ani grzesznika.
Dobry Bóg zawsze pyta "Czy napewno chcesz rzucić?" wiem to po sobie bo odkładam tę chwilę od dawna.
A jak będzie? Tak jak piszesz Alu "W Panu można wszystko bo Bóg działa"
Pozdrawiam Alu:)) i dziękuję za wsparcie:))
Jak się czujesz Tomku? Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń na zawszeDobrze Alu.Teraz wiem że decyzja decyzji nie jest równa.Weszedłem na stronę Help o rzucaniu palenia i jakoś jest mi ni jak Alu.To będzie trudny czas dla mnie.Ale tak jak pisałaś u siebie...potrzeba dużo modlitwy,wiary i cierpliwości bo Bóg jest też Bogiem spraw niemożliwych.
OdpowiedzUsuń na zawszeŻyczę Alu miłych snów i spokojnej nocy:))
Może jutro będzie słoneczko:)) a fotka u Ciebie bardzo się mi podoba:))Dobranoc Alu:))
Tomku! Ja też paliłam i to dużo, i mocno.. Mój mąż się śmiał, że kiedy palę to się tak zaciągam, że dym mi wychodzi palcami od nóg.. Marzyłam by to zostawić ale mi się nie udawało..
OdpowiedzUsuń na zawszePotem nawróciłam się.. Zaprosiłam Jezusa do mojego serca i przeczytałam w Słowie Bożym, że jestem Świątynią Ducha Świętego, i że Jezus mieszka we mnie.. Bardzo się cieszyłam, bo to było takie piękne.. Wszystkim dzieliłam się ze swoim mężem, który cały czas mi się przyglądał.. On sam jeszcze wtedy nie podjął decyzji pójścia za Jezusem.. Któregoś dnia powiedział do mnie takie słowa.. Krysiu, mówisz, że jesteś Świątynią Boga żywego, że Jezus w tobie mieszka a przy tym cały czas palisz.. Czy zapaliłabyś w Kościele? No nie.. odpowiedziałam a on mi na to: to ty bardziej szanujesz świątynię, która jest ręką ludzką zbudowana niż Świątynię swojego ciała, w której naprawdę zamieszkał Bóg.. Myślisz, że Jezusowi pasuje mieszkać w wędzarni? Pomyślałam, że on ma rację... i wtedy to był mój ostatni papieros... Nigdy więcej nie zapaliłam.. Nie minął tydzień i mój mąż oddał swoje życie w ręcę Jezusa a po dwóch latach i on uwolniony został z tego wstrętnego, niszczącego człowieka, nałogu... Napisałam to dlatego Tomku, że chciałam włożyć w Ciebie nadzieję... Bóg może wszystko.. Ja tez próbowałam wiele razy aż przyszedł dzień, że On posłał do mnie odpowiednią osobę z odpowiednim słowem i... jestem wolna... Chwała Bogu...
Dziękuję Krysiu za piękne świadectwo.Ja mógłbym jak każdy nałogowiec napisać wiele samousprawiedliwień że mi trudno,że jestem chory,że próbuję i nic z tego ale za Twoim przykładem mogę powiedzieć że Pan Bóg jest Wszechmogący i wierzę że uda mi się rzucić ten nałóg.
OdpowiedzUsuń na zawszeZuważyłem że najtrudniej jest mi zdobyć się na decyzję że chcę rzucić.
Znalazłem stronę z pomocą rzucenia,znalazłem środki farmaceutyczne i niby wszystko jest ok ale ciągle brak mi postawienia kropki nad i.
Kiedyś piłem dużo kawy i chodziłem potem jak to się mówi na rzęsach.Byłem tak osłabiony i wychudzony że znajomi martwili się o mnie.
Teraz wiem co to znaczy dobre samopoczucie choć czasami depresja mnie dołuje.
Nie napisałaś Krysiu o Twoim samopoczuciu po rzuceniu palenia ale wiem że teraz oddychasz pełnią życia.
Prawdą jest że dałaś mi jeszcze jedną cząstkę nadzieji bo Tobie i Twojemu mężowi się powiodło.
Proszę trzymaj kciuki za mnie i módl się bo jestem coraz bliżej podjęcia tej decyzji.
Pozdrawiam serdecznie:))
Wiesz Tomku, ja nie rzuciłam palenia... ja zrezygnowałam z niego, bo uznałam, że skoro naprawdę jestem świątynią Boga, to nie chcę jej zadymiać.. i uwierz mi.. nie miałam żadnej depresji ani nic z tych rzeczy.. więcej powiem.. do dziś przeszkadza mi zapach papierosów.. "A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują" Rzym. 8-28..
OdpowiedzUsuń na zawszeJa wtedy nie wiedziałam nic o chrześcijańskich zasadach i nie kierowałam się tym... Moim jedynym powodem było to, że uwierzyłam, że Chrystus mieszka we mnie... i tak jest do dzis... Wiem, że jeśli będziesz prosił Bóg da Ci łaskę.. nawet jesli na to nie zasługujesz, bo On nic nie czyni dla naszych zasług...
Moja siostra w Chrystusie, kiedy się nawróciła, Bóg uwolnił ją z nałogu papierosowego a potem, po latach, umarł jej najkochańszy syn.. Nie wytrzymała i znów zaczęła palić... Bardzo ją to oskarżało i kiedy w desperacji, zawołała do Pana, znów doświadczyła uwolnienia.. Chwała Bogu! On jest wspaniałym Bogie i nie ma względu na osobę... Pozdrawiam cieplutko..
Chwała Panu Krysiu ze tak się dzieje jak piszesz.Przedemną czas dobrych decyzji dlatego bardzo dziekuję Tobie za wsparcie.Z Panem Krysiu.Pozdrawiam serdecznie:))
OdpowiedzUsuń na zawsze